Historie par które poczęły

Nasza droga do zostania rodzicami zaczęła się w 2007 roku, gdy wzięliśmy ślub i postanowiliśmy, że za rok od tego momentu zaczniemy świadomie starać się o potomstwo. Tak sobie wymyśliliśmy, bo chcieliśmy mieć trochę czasu dla siebie. Gdy nadeszła ta szczęśliwa chwila, byliśmy „gotowi” i bardzo podekscytowani. Usłyszałam bicie serca naszego dziecka, ale na kolejnej wizycie… już nie biło. Zaczęła się pierwsza, trudna droga potwierdzenia obumarcia płodu, szpital, zabieg… Potem próbowaliśmy jeszcze trzy razy i za każdym razem przechodziliśmy przez to samo, ale my nie byliśmy już tacy sami… Próbowaliśmy szukać pomocy, trafialiśmy do różnych przychodni, lekarzy, Ostatnia, która pamiętam to wielka, obłożona marmurami, przychodnia zajmująca się niepłodnością w Warszawie, głównie In-vitro (którego nie braliśmy pod uwagę). Nie potrafiono nam pomóc. Problem nie leżał w niemożności zajścia w ciążę, tylko w jej utrzymaniu. Zalęknieni, zdezorientowani i zawstydzeni zamknęliśmy się na dalsze próby i na siebie nawzajem. To były czasy, kiedy jeszcze nie był powszechny ten problem, a na pewno nie było o nim informacji w przestrzeni publicznej. Zajęliśmy się pracą zawodową i tak przeżyliśmy 4 lata naszego małżeńskiego życia, które niemal nam się rozpadło. I wtedy w to wszystko wkroczył Bóg. Ocalił nasze małżeństwo i otworzył drogę zdrowienia, jak się okazało nie tylko z naszych 4 strat, lecz z całego nagromadzonego w naszym życiu bagażu.

Sprawił, że znowu zabłysło światło nadziei, że może nikt nie może nam pomóc ale ON może. Chcieliśmy znowu się otworzyć na siebie i na rodzicielstwo, jednak strach był wielki. Chcę napisać jak to było naprawdę – dlaczego trafiliśmy na Model Creighton. Chcieliśmy być blisko bez sztucznych zabezpieczeń, bez żadnych środków ochronnych, ale baliśmy się kolejnej straty, bo wciąż nie wiedzieliśmy co jest nie tak… Żeby móc w ten sposób być, musieliśmy się nauczyć naturalnego rytmu płodności, dowiedzieć czegoś więcej niż, że mniej więcej w 14 dniu cyklu może być owulacja, żeby móc budować naszą relację bez ryzyka kolejnej straty, zanim nie znajdziemy pomocy.

Poszukaliśmy w Internecie i trafiliśmy na kurs Modelu Creighton w Evangelium Vitae we Wrocławiu, akurat się zaczynał. Zapisaliśmy się, mieliśmy swojego instruktora i wielkie oczy, gdy usłyszeliśmy wszystko o cyklu kobiecym, o zależnościach i wielu informacjach płynących wprost z mojego (kobiecego) ciała.

W tym samym czasie próbowałam znaleźć ginekologa, pod którego opieką mogłabym zacząć od początku. Zdecydowałam się na krok wiary. Któregoś dnia uklękłam do modlitwy i poprosiłam Boga, żeby wskazał mi lekarza, potem wstałam, podeszłam do komputera i napisałam: ginekolog + wierzący + Wrocław. Druga linijka pokazywała jakiś gabinet i nazwisko lekarki, zarejestrowałam się od razu.

Tydzień później siedziałam u niej w gabinecie i prosiłam o pomoc w przygotowaniu się do ciąży, nie chciałam mówić o mojej przeszłości, zaczynałam od nowa. Ale ona drążyła, zadawała pytania i ostatecznie poprosiła mnie o całą dokumentację medyczną i zaprosiła na następną wizytę. Byłam trochę zła, chciałam przeszłość zostawić za sobą, ale wtedy nie wiedziałam jeszcze, że ta cała przeszłość będzie cennym materiałem do postawienia diagnozy.

Po 3 miesiącach pracy z Modelem Creighton nasz instruktor powiedział, że mamy już wystarczającą ilość materiału i jesteśmy gotowi pójść do najlepszego naprotechnologa w mieście (nie wiedziałam co to słowo w ogóle oznacza) i powiedział nazwisko tej ginekolog…, której pacjentką już byłam! Wtedy zrozumiałam, że sam Bóg prowadzi nas ku rozwiązaniu, ku zostaniu rodzicami.

Rozpoczęłam swoją 1,5 roczną drogę obserwacji metodą Modelu Creighton i ich analiz przez naprotechnologa. Teraz, wykonywałam badania we właściwym czasie cyklu, co w efekcie pozwoliło dotrzeć do przyczyn mojego problemu i ustawić odpowiednie leczenie. Byliśmy zadziwieni, jak niewielkiej ingerencji było trzeba, by pomóc naszemu maluszkowi przeżyć: 2 dni medykalizacji i dwa leki podczas całej ciąży, która przebiegła bez powikłań, a poród był bezproblemowy. Powitaliśmy naszego pierwszego synka, Jeremiasza, w listopadzie 2016 roku, niespełna 9 lat po ślubie.

Znajomość mojego cyklu i tego jak funkcjonuje moje ciało, którą dała mi Model Creighton, wiedza na temat tego co nie działa w tym całym procesie i który etap trzeba wspomóc, by wszystko było dobrze, przygotowały nas, by drugie dziecko powołać na świat bez lęku, z odwagą i wiarą, które pozwoliły mi urodzić w domu, o własnych siłach zdrowego, pięknego chłopca, któremu daliśmy na imię Samuel.

Kiedyś byłam niemal pogodzona z losem, że będę bezdzietna. Dziś mam dwóch wspaniałych synów, bo trafiłam do właściwych miejsc, wiedziona, wierzę, przez Ducha Świętego.

Monika i Marek

Jesteśmy małżeństwem od 12 lat. Od 8 lat staraliśmy się o potomstwo. Niestety bezowocnie. Próbowaliśmy pomocy prywatnej kliniki, jednak tam nie zdołano nam pomóc. Każda kolejna wiadomość o pojawieniu się menstruacji wbijała nam igły w serce. Kolejny miesiąc prób na nic. Nie chcieliśmy korzystać z metody in vitro. Nawet, jeśli to miała być ostateczność. Żyliśmy w przekonaniu, że będziemy próbować, a jak Bóg zechce to nas obdarzy potomstwem. Ślepi i głusi na Boga, żyliśmy w swoim własnym takim utwierdzonym przekonaniu. Bóg mówił. Tylko my nie byliśmy tego świadomi, że to do nas. Coraz więcej informacji o naprotechnolgii do nas docierało. Mimo to wciąż żyliśmy w przekonaniu, że będzie dzieciątko, jeśli będzie. Widać, Bóg „stracił” cierpliwość i przekazał nam wiadomość dosadniej. Podczas spowiedzi (Hubert) wyznałem, że czuję zazdrość, kiedy widzę pary z dziećmi, że przepełnia mnie wtedy smutek i żal do Boga, że my pewnie nie zasługujemy na potomstwo. Ksiądz poprosił o nr telefonu komórkowego, po czym wysłał sms wiadomość i skasował mój numer. Wiadomość brzmiała:

Teraz nasz ruch, pomyśleliśmy. Trzeba na to jakoś odpowiedzieć. Zaczęliśmy sporo o tym czytać. W naszym województwie była tylko jedna instruktorka Modelu Creighton (który to model jest nieodzownym elementem w naprotechnologii). Czekaliśmy na nią miesiąc, po czym okazało się, że nie może nas niestety szkolić, gdyż ona sama zaszła w ciążę, a nie mogła mieć dzieci i nie chce teraz ryzykować utraty potomstwa. Zabrzmiało to jak niezła reklama. Zaczęliśmy więc szukać i znaleźliśmy instruktora w innym sąsiednim województwie. Zostaliśmy potraktowani bardzo serio i z olbrzymią uwagą. Wytłumaczono nam wszystko podczas prezentacji i tak się zaczęła nasza walka o dzieciątko. Wiedzieliśmy, że TERAZ już MUSI się udać. Jako, że byliśmy z innego województwa, w większości nasze spotkania z instruktorką odbywały się online. Po około 3 miesiącach, mogąc już przedstawić doktorowi historię trzech cyklów miesiączkowych, udaliśmy się do lekarza naprotechnologa. Byliśmy oboje przebadani od stóp do głów. Pan dr zachowywał się profesjonalnie, a co najważniejsze był dla nas przemiły i można było poczuć, że nie tylko jesteśmy dla niego pacjentem, ale przede wszystkim człowiekiem. Okazuje się, że wszystko ma wpływ na problemy z poczęciem dziecka. Problemem była u Pauliny nadczynność tarczycy oraz nietolerancja mleka krowiego. Nasza przygoda z naprotechnologią zaczęła się w lipcu 2018 roku. W niedzielę 28 kwietnia 2019 roku, w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, wydarzył się cud. Począł się Piotruś, nasze wytęsknione dzieciątko.

Piotruś jest cudownym dzieckiem. Spaja nasze małżeństwo, naszą miłość. Uwielbia się przytulać i tłumaczyć nam świat tak, jak on go widzi. My z miłością w sercu słuchamy go godzinami. To nasz mały kochany mądrala.

Ośmioletnie oczekiwanie na Piotrusia sprawiło, że nawet nie braliśmy do głowy, że może być jakiś ciąg dalszy. Na szczęście Bóg miał inny plan J I tak, ku naszemu zaskoczeniu, Piotruś (po roku i miesiącu) został bratem młodszego Adasia. Adaś uwielbia nas rozśmieszać. Jest przeciwieństwem ułożonego Piotra. Zwariowany rozrabiaka z mnóstwem pomysłów do żartów. Razem niesamowicie się uzupełniają i kochają.

I tak Bóg uczynił cud w naszym życiu. Osiem lat naszych starań…, a wystarczyło tylko przyznać przed Bogiem, że my sami nic nie potrafimy bez Niego. Wystarczyło powiedzieć: „Jezu Ty się tym zajmij”. Jeśli wydaje się Wam, że świat się zawalił… Jeśli łakniecie głosiku kwilącego dzieciątka w Waszym domu… Jeśli rozum Wam mówi, że już wszystko stracone i nie ma już szans… Dajcie szansę NAPROTECHNOLOGII. Czego żałujemy? Że nie zgłosiliśmy się wcześniej. …lata wcześniej.

Paulina i Hubert

NaProTechnologia czyli o tym, jak mąż nie stracił nadziei

Nasza historia zaczyna się w 2013 roku, kiedy to pobraliśmy się i od razu marzyliśmy o powiększeniu rodziny. Po roku nieudanych prób, jeszcze pełni nadziei, zgłosiliśmy się do ginekologa w przychodni, do której należeliśmy. Tam minął kolejny rok, który upłynął pod znakiem niewiadomej. Wizyty nie przyniosły żadnego rezultatu a w dodatku powoli skreślały nasze marzenia o naturalnym poczęciu oraz, szczególnie we mnie, zasiały ogromne zwątpienie. Nikt nie był w stanie powiedzieć nam w czym jest problem. Wtedy to mąż wyszukał w Internecie datę spotkania wprowadzającego do nauki Modelu Creighton.

O NaProTechnologii słyszeliśmy jeszcze przed ślubem, nigdy jednak nie przyszło nam do głowy, że będziemy z niej korzystać. Tutaj nie chodziło o względy wiary czy światopoglądu, szukaliśmy metody, która będzie skuteczna ale przede wszystkim logiczna. Umówiliśmy się na pierwszy możliwy termin spotkania. Trafiliśmy do instruktora, który wlał w nas ogromne pokłady nadziei. Spotkania odbywały się zawsze z dużą dawką pozytywnej energii, zaangażowaniem i empatią oraz nienaganną kulturą osobistą instruktora, który dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu sprawnie przeprowadził nas przez proces nauki Modelu Creighton, a także skierował do wspaniałej Pani Doktor NaProTechnolog. Wychodząc z gabinetu lekarskiego mieliśmy cały plik zleconych badań, zaleceń odnośnie stylu życia i suplementacji zarówno dla mnie, jak i dla męża, a także pewność, że Model Creighton jest skutecznym narzędziem w drodze do rodzicielstwa.

Dzięki kartom obserwacji które prowadziliśmy Pani Doktor zyskała niezastąpioną wiedzę o procesach, które zachodziły w moim organizmie, a co za tym idzie mogła do maksimum zindywidualizować proces leczenia. Przed nami było jeszcze wiele miesięcy monitorowania cyklu, regularnego badania poziomu hormonów oraz przyjmowania leków. Pierwszy raz  poczuliśmy, że lekarz nie działa po omacku. Przez cały ten czas pozostawaliśmy w stałym kontakcie z naszym instruktorem oraz lekarzem i dzięki tej współpracy po 12 miesiącach od rozpoczęcia leczenia ujrzeliśmy wymarzone dwie kreski na teście ciążowym. Po trzech długich latach starań, determinacji mieszającej się z chwilami zrezygnowania, morza wylanych ze smutku łez w końcu oboje płakaliśmy ze szczęścia. Dziś nasz syn ma 6 lat, jest zdrowym chłopcem i ma młodszą siostrę.

Adrianna i Arkadiusz

Przez prawie 3 lata zmagałam się z wtórnym brakiem miesiączki – przyczyn takiego stanu żaden lekarz nie był dokładnie
w stanie stwierdzić, więc chodziłam od lekarza do lekarza, nie dostając żadnej odpowiedzi, poza tym, że ‘tak się zdarza i muszę brać hormonalną terapię zastępczą. Wszystkie wyniki badań hormonalnych cały czas wychodziły krytycznie niskie – jakby mój organizm w ogóle nie produkował hormonów i zapadł w stań hibernacji, z której nie chciał się obudzić.

O Modelu Creighton dowiedziałam się na jednym z webinariów. Zaczęłam obserwować się w lipcu 2020 roku i już po pierwszym spotkaniu i pierwszym miesiącu obserwacji byłam pełna podziwu i zaskoczenia, jak bardzo dokładnie Model Cregihton pozwala przyjrzeć się cyklowi, sobie samej, temu co i dlaczego dzieje się w moim organizmie. Moja instruktorka zasugerowała również zrobienie cyklu badań, w konkretnych dniach iw konkretnym celu – wyjaśniając po co i dlaczego (w przeciwieństwie do wszystkich lekarzy, którzy wyciągali średnią z przeciętnego cyklu i kazali robić badania na oko). Następnie pierwszy raz w życiu ktoś wyjaśnił mi co takie wyniki badań znaczą i co można z tym zrobić.

Pierwsze kilka cykli, w których się obserwowałam metodą pozwoliły dojść do pierwszych konkluzji, że mój organizm z jakichś przyczyn faktycznie, nie może sam się obudzić i rozpocząć właściwej pracy hormonalnej i dlatego wsparcie farmakologiczne jest konieczne – pierwszy raz ktoś wytłumaczył mi, dlaczego i po co, oraz jakie leki miałabym brać – mając taką wiedzę byłam pierwszy raz przekonana, że to ma sens, a nie jest to rutynowa metoda lekarska i nie jestem od niechcenia odesłana z receptą. Dzięki mojej instruktorce udałam się wspaniałego lekarza i wszyscy wspólnie pracowaliśmy nad pobudzeniem mojego układu hormonalnego – co udało się zaskakująco szybko, bo po 6 miesiącach obserwacji i kolejnych 2 miesiącach (2 wizytach) u lekarza naprotechnologa i wprowadzeniu stymulacji cyklu zaszłam w ciąże.

Aktualnie jestem w 21 tygodniu, ciąża rozwija się prawidłowo, ja czuję się wspaniale, spadł mi kamień z serca i nadal nie dowierzam, że odpowiednie podejście do przypadku naprawdę potrafi zdziałać cuda i moje lata chodzenia po wielu lekarzach skończyły się po kilku miesiącach od rozpoczęcia obserwacji i leczenia wg Naprotechnologii.

Kasia i Kamil

Witam wszystkich, którzy czytają to świadectwo.

Wraz z mężem jesteśmy małżeństwem od 7 lat. Starania o dziecko rozpoczęliśmy po 2 roku małżeństwa. Gdy zaczynaliśmy tą drogę nie wiedzieliśmy jeszcze, ile czasu i wysiłku będzie trzeba włożyć w to, aby powitać na świecie nasz cud – córkę.

Pierwszy rok starań nie przyniósł efektów w związku z tym zgłosiliśmy się do lekarza zajmującego się niepłodnością. Szereg badań, zmiany lekarzy (w efekcie było ich 3), obserwacja owulacji, leki zarówno dla mnie, jak i męża, zabiegi. Kompletnie nic nie przynosiło efektu… Do czasu – pojawienie się dla nas nowej metody obserwacji poprzez Model Creighton dawało nadzieję. Jak to bywa w życiu, Bóg pokierował Nas poprzez inne osoby, które właśnie korzystając z obserwacji swojego cyklu Modelem Creighton zaszli w ciążę.

Trafiliśmy do instruktorki, która z wielką cierpliwością wtajemniczyła nas w sposoby obserwacji i wyjaśniała wszelkie niejasności. Po pół roku stosowania Creightona zgłosiliśmy się do lekarza naprotechnologa. Dla nas był to szczególny czas,
ponieważ umówienie wizyty zbiegło się z informacją od prowadzącego mnie ginekologa, o braku możliwości udzielenia nam pomocy i skierowaniu nas do kliniki w celu zapłodnienia metodą in vitro.

Pierwsza wizyta u naprotechnologa zajęła ponad 3 godziny, lekarz przeanalizował kartę obserwacji cyklu, dokładnie mnie zbadał, przeprowadził wywiad i na podstawie karty zalecił odpowiednie leki i umówił na kolejną wizytę w celu monitoringu cyklu. Druga wizyta okazała się kluczowa. Z wszystkich dotychczasowych monitoringów cyklu (u wcześniejszych lekarzy) wynikało, że pęcherzyk Graffa rósł do większych rozmiarów niż powinien i pękał po „czasie”, dlatego nie można było w zasadzie określić dnia, w którym mogłoby dojść do poczęcia. Dzień, w którym mieliśmy wizytę okazał się właśnie dniem płodnym i w związku z tym doktor zaproponował zastrzyk, który miał na celu pomóc w pęknięciu pęcherzyka. Zastrzyk okazał się właśnie tym co trzeba było uczynić. Dlatego trzecia wizyta okazała się potwierdzeniem ciąży. Upragnionej i tak długo wyczekiwanej!

Metoda obserwacji Modelem Creighton doprowadziła nas do celu. W połączeniu z prowadzeniem w tej metodzie naszej instruktorki i doświadczeniu lekarza naprotechnologa, nasze pragnienia się ziściły. Wszystkim czytającym to chcemy dać nadzieję na to, że i Wam się uda!

Joanna i Marcin

Nasze świadectwo, czyli historia o tym, jak musieliśmy cierpliwie czekać na naszego Syna.

Pobraliśmy się w 2017 roku. Żadne z nas nie miało większych problemów zdrowotnych czy zdiagnozowanych chorób, więc na ówczesny czas nikt z nas nie przypuszczał, że starania o dziecko mogą w naszym wypadku stanowić jakikolwiek problem. Po roku starań o dziecko, rozpoczęliśmy próby znalezienia powodu takiego stanu rzeczy. Zmieniliśmy lekarza ginekologa i szukaliśmy rozwiązania problemu. Mąż, po wykonaniu badań, zmienił dietę i tryb życia, co było bardzo ważnym krokiem w naszej historii. Jednak nadal nie uzyskaliśmy diagnozy z informacją co stanowi problem w poczęciu, poza skierowaniem mnie od razu do szpitala, na zabieg, który w opinii lekarza miał dać odpowiedź w czym leży problem. W naszych sercach pojawiało się wtedy wiele wątpliwości i pytań do ludzi i Pana Boga, dlaczego to akurat nas spotyka. Było w nas wiele bezsilności, biorąc pod uwagę fakt, że nie było jasnej przyczyny naszego problemu – żadnych chorób czy nieprawidłowości. Na szczęście w tamtym czasie trafiliśmy do duszpasterstwa małżeństw starających się o potomstwo.  Tam też usłyszeliśmy więcej o Modelu Creighton i Naprotechnologii.

Spotkania z instruktorem Modelu Creighton były bardzo pomocne, pełne zrozumienia i empatii. Za każdym razem odkrywaliśmy nowe informacje czy rozwiewaliśmy pojawiające się wątpliwości (nie tylko dotyczące cyklu, ale np. diety, kondycji fizycznej czy psychicznej). Równocześnie umówiliśmy się na wizytę do naprotechnologa. Wielkim zaskoczeniem było dla nas podejście lekarza, poświęcony czas i wnikliwy wywiad już podczas pierwszej wizyty. Przez cały okres leczenia i diagnozy kontakt czy to z instruktorką czy z lekarzem był bardzo dobry i stanowił świetne wsparcie w rozwiązaniu problemów.

W Naprotechnologii największe wrażenie zrobiła na nas wnikliwa diagnoza zarówno żony jak i męża oraz podążanie krok po kroku w poszukiwaniu przyczyny określonego stanu. W przeciwieństwie do wcześniejszych zaleceń przeprowadzenia laparoskopii (bez żadnych wskazań), doktor po serii badań, obserwacji cyklu zalecił histeroskopię. Jednocześnie cały czas miał pod opieką również męża. W procesie leczenia towarzyszyła nam niezmiernie nasza instruktorka.

Współpracę z instruktorką rozpoczęliśmy w kwietniu 2020 roku, do lekarza naprotechnologa na pierwszą wizytę trafiliśmy w czerwcu 2020 roku, w listopadzie miałam przeprowadzoną histeroskopię. W lutym 2021 roku okazało się, że jestem w ciąży! Nasza radość i zaskoczenie były olbrzymie. Najwyraźniej przyczynił się do tego przeprowadzony zabieg, ale również wszystkie pozostałe wskazówki zdrowotne. Istotny okazał się również odpoczynek, relaks, kondycja fizyczna i psychiczna. Wszystkie te czynniki w połączeniu doprowadziły do sukcesu. Przez całą ciążę pozostawaliśmy w kontakcie z instruktorką i lekarzem – czuliśmy ich wielkie wsparcie.

Dzisiaj jesteśmy szczęśliwymi rodzicami Konrada. Wierzymy, że właśnie taka miała być nasza droga, na której spotkaliśmy wspaniałych ludzi i która umocniła nasze małżeństwo. Wszystkich zachęcamy do skorzystania z Naprotechnologii, wsparcia lekarzy i instruktorów Modelu Creighton. Z całą pewnością możemy powiedzieć, że dzięki Nim dzisiaj możemy się cieszyć obecnością naszego Syna.

Karina i Tomasz

MASZ PYTANIA?

Jak możemy ci pomóc?

SIEDZIBA

ul. Eugeniusza Romera 4b
02-784 Warszawa-Ursynów

 

E-MAIL

kontakt@wtrosceoplodnosc.pl

 

TELEFON

882 795 099

 

RODO i DSA

© Fundacja "W trosce o płodność" | KRS:0001002112 | Polityka prywatności  | Projekt i wykonanie Solutions Media